25.12.2009



5-15...radio ram...blyszczacy i pusty dom...nie moge spac.
Chyba troszke nostalgiczny mam nastroj...a sa to juz 4Swieta, ktore spedzam bez rodziny (ale ten czas leci). Zaprosilam wczoraj na Wigilie Michala...z mysla odtworzenia klimatu Polskiego i Rodzinnego...niestety nie bylo nam dane sie spotkac...a topor wojenny zakopalam na zawsze:) Zdalam sobie sprawe, ze jestem niesprawiedliwa przekreslajac Michala ze swojego zycia... Jest On czlowiekiem o Wielkim Sercu...z zalozenia nie skrzywdzilby karalucha (hehehe)...a fakt, ze zamiary nie zawsze ida w parze z konsekwencjami, jest w 100% ludzki. Poza tym z egoistycznego punktu widzenia: wspaniale jest wybaczac!

Ostatecznie Wigilie spedzilam u znajomych...wahalam sie dlugo nad wyborem: pomiedzy pozostaniem w domu i skupieniem sie nad emocjami tesknoty i milosci...a obfita kolacja w towarzystwie pijanych znajomych. Niestety dokonalam blednego wyboru:-(szybko z tamtad ucieklam).

Mam dzis dzien wolny...Oscar zaplanowal ucieczke z miasta rodzinnego by spedzic ze mna 1dzien Swiat, a moze cala wiecznosc...nie zastanawiam sie nad tym. Jest mi z nim wspaniale...nie sadze zebym zaslugiwala na Wspaniala Wiecznosc. Czuje jego obecnosc niezaleznie gdzie jestem i z kim jestem...ktora powoduje u mnie uczucie blogosci, bezpieczenstwa i spokoju...nawet wczorajsze lzy nostalgii rodzinnej-nie byly takie slone:-)

Przytulilabym sie z checia do Lukasza...zajelabym jego miejsce w lozku...i pomolestowala Micke. Napilabym sie drinka z Mama i obejrzala wzruszajacy film. Zjadlabym Babciny obiad i przygotowalabym jej wspolne sniadanie na Bialowiejskiej. Poplotkowalabym z Asia patrzac jak Martynka sie bawi. Pojechalabym tez do Ojca...wybaczyla mu i spotkala sie z Teresa...z Ania i moimi Kochanymi Dzieciaczkami.
...a Tu Dom pusty...brak Eleny...teskno za Carolina...ale nie przestaje sie usmiechac, myslac o tym wszystkim.

Czekam z niecierpliwoscia na zamowione wahadelko...mily dreszczyk mnie ogarnia na sama mysl...

11.12.2009



Ok...nie wysikam sie, ale napisze...
Zyje ostatnio jak w bance mydlanej i podobnie sie czuje: lewitujaca, zakrecona i szczesliwa...a to za sprawa Wszystkiego. Przez 27 lat popelnialam ciagle ten sam blad: wyznaczalam sobie wygorowane cele w zwiazku z praca, partnerem, otoczeniem...po co??? Wystarczy sie zatrzymac i dostrzec otaczajace nas piekno :-)
WACHAC niekonczaca sie jesien..swiezo zapazona kawe...skore Kochanka (o zapachu prasowania) ...ulubione perfumy...
WIDZIEC scalajace sie czasoprzestrzenie...spojrzenie pelne milosci Ukochanych osob...piekne scienne obrazy...zacierajaca sie granice miedzy ksiazka, a rzeczywistoscia...
SLYSZEC dzwieki codziennosci...szum morza...szept Kochanka...muzke w glowie...
CZUC historie przedmiotu...uscisk Przyjaciela...szokujaca wymiane energii midzy ludzmi...

Gdy parenascie minut temu, nacisnelam przycisk: Nowy Post...mialo byc o Oscarze, Kasi i Waldku, Carolinie, Elenie, Lukaszu, Asi, Malej, Laurze i Diego...o pracy, zainteresowaniach...o milosci i przyjazni... Jednak nie czuje juz potrzeby, pozostawie Fantazji, interpretacje wydarzen.

30.11.2009



...szklaneczka grzanca wlasnej roboty: cynamon, rodzynki, pomarancze, gozdziki i tanie wino:)...idealna sprawa by otulic zmeczone cialo.
Noc, dzien, noc poswiecona wymianie energii...Oscar poddal sie badaniu...az stracilam calkowita kontrole...fantastyczne uczucie, ale wyczerpujace. Seks, jedzenie, muzyka...sa to stwierdzenia tak rzeczywiste, ze nie pasuja do opisu sytuacji. Odnalazlam pierwsze wspomnienia z poprzedniego zycia-nie wiedzialam, ze bedzie to tak proste...mysle, ze jest to zasluga Oscara. Nie da sie nie kochac tego czlowieka: jego wrazliwosc, inteligencja i enrgia-sa ponad... Nieprzypadkowo znalazlam u niego Karty Tarota, ktore sprezentowal mi bez namyslu. Ciezka praca mnie czeka: poczatek pamietnika badawczego nad snami, fantazjami i energia...wszystko to by zrozumiec Sens, odkryc wcielenia i kontrolowac energie. Tarot stal sie dla mnie nowym zagadnieniem, tym bardziej ze jest niekonwencjonalny...stworzony przez Osho-czlowieka, ktorego nie szukalam, lecz jego tworczosc sama mnie znalazla...tak jak "Creatividad"...to slowo mnie przesladuje...rowniez jego karta. Ponoc jestem na szczycie swojej kreatywnosc.
Na pewno zaszly zmiany w moim zyciu: postanowilam postawic kres sytuacja, ktore nie powinny miec miejsce...dobrze jest byc altruista i pomagac innym, ale nie idiota i dawac sie wykorzystywac. Zawsze uwazalam, ze kazdy czlowiek jest z natury dobry, tylko trzeba zrozumiec...teraz uwazam, ze miedzy nami sa tez demony. Moze jestem wyalienowanym glupcem, ale trzcic bede tylko osoby, ktore na ta zasluguja.
A propos takich: nalezy do nich Asia, ktora siedzi gleboko w moim sercu trzymajac na rekach juz polroczna Martynke, ktorej zdjec jestem najwiekszym fanem. Asia rozni sie ode mnie znacznie, ale nasza wiez syjamska jest niepodwazalna:)

Wlasnie zakonczylam godzinna rozmowe z Demonem i nie dalam sie otruc.
mmm...co za dominacja ludzkich uczuc:nie moge przestac o Nim myslec.

27.11.2009



Czekam z niecierpliwoscia, az Elena sie umyje by zjesc kolacje, a jest juz 23:36. Ryz ze szpinakiem i jablka z miodem na deser:-)
Fakt, iz okres mi sie spoznia, powoduje u mnie zmeczenie i wzmozony apetyt.
Mam nadz., ze wytrzymam jeszcze poltorej godz., az pralka zakonczy swoja prace...moze zaczne wczesniej czytac...oby nie w pozycji horyzontalnej.

Pyszna kolacja...przy zapachu marihuany ulatniajacej sie z okna wentylacyjnego w lazience.
Mam wyrzuty sumienia: zaczelam opowiadac Elenie o tym jak z przerazeniem chlone sztuke regresji poprzez sen, dzieki tak dlugo oczekiwanej ksiazce...sprezentowanej przez Asie, a odnalezionej przez Oscara:) Uwazam, ze Elena ma niesamowity potencjal i gdyby nie jej realne nastawienie do zycia, moglaby opanowac ta sztuke 100 razy szybciej ode mnie...poki co: najadla sie strachu i poszla spac:( mam nadzieje, ze tym razem demony z przeszlosci ja nie dopadna i nie bede musiala biec jej z pomoca.
Potrzebuje tylko krysztaly...by otworzyc wrota.

Stracilam dzis inauguracje wystawy kolegow, poswieconej sztuce wspolczesnej...ale jutro zwolnie sie wczeniej z pracy i biegiem do ich domu z 800 roku, gdzie w planie sa projekcje, muzyka, wino i Oscar...o ile biedaczek otrzasnie sie z choroby. Z checia opatulilabym go kolderka, podala mu rosol i szepnela cieplo slowo...ale nie chce go przytlaczac swoja osoba...wiem, ze ma swiadomosc, ze jestem dla niego w 100%...jak poczuje potrzebe mej pomocy-na pewno wyciagnie reke.
Za to nie jestem w 100% dla Laury, ktora wrocila na dniach i zamienila sie w egoistyczna Bestie, lub to ja przejrzalam na oczy. Kopie mnie po twarzy, a ja wciaz oferuje jej swa pomoc...poniewaz nie wiem za co sie zabrac...zaproponowalam jej, ze pomoge jej sprzedac skorzane kurtki, ktore przywiozla na handel z Argentyny. Stracila prace, faceta, milosc, ale to nie powod by mnie tak traktowac...wiec pozostane lepiej w roli obserwatora.

Przemile spedzilam dzien przedwczorajszy...odnalazlam ksiazke, wraz z Ania i jej dwoma kolezankami z Wiednia: odwiedzilam moj ulubiony zamek, rozkoszowalam sie zapachem morza i upilam sie na Amen...jak nasze mamy zobacza zdjecia:poczuja mily dotyk laczacej ich przeszlosci:-)

Pralka zakonczyla swa prace.

20.11.2009



Oscar-owe zycie...niech trwa...niech trwa:-)

18.11.2009



...juz wiem dlaczego ukradli mi rower:.zebym mogla isc spacerkiem do pracy....sluchajac spokojnie muzyki...rozkoszujac sie ostatnimi promykami slonca...ogladajac spadajace liscie, bawiace sie dzieci na podworku szkolnym i kioski uginajace sie od gazet.
Szczesliwa...niczego dla siebie juz nie pragne...czuje jego cieplo kazdego dnia...piekny stan lewitacji...niech trwa-tyle ile mu dano:)

13.11.2009



Pan OOO...pelna materializacja...Oscar :)))
3miesiace on-line: malowal moje cialo...gryzl namietnie...opowiadal o motylach...patrzyl pozadliwie-to wszystko w snach, w orgazmicznych dedykacjach.
Pan OOO nie ma nic wspolnego z Oscarem...jest jego marnym prototypem.

Rece mi sie trzesa, chcialabym tyle napisac, a nie moge...co za przyjemny bol ciala...odbicie jego zebow na mojej brodzie bede nosic jak najpiekniejsza bizuterie. Z zalem wejde pod prysznic splukac jego zapach i sline z moich palcow, wlosow, posladkow...
Kontemplowal kazdy cm mojego ciala, wachal, a ostatecznie totalna metamorfoza...zmiana w dzikie zwierze.

Mialo to byc spotkanie pod tytulem: Nic- nie-robienie...niejednokrotnie sie umawialismy...bezskutecznie...On bal sie zaangazowania z mojej str. i znikal. Rozumiem teraz w 100%...nie wnikam w jego powody...pozwole mu zyc-odejsc...juz pozwolilam.
Dziekuje przeznaczeniu, ze pozwolilo mi przezyc scalenie Dusz.
Nie wiedzialam, ze Nic-nie-robienie jest tak kosmiczne:)

Pare lampek wina i wyslanych wiadomosci bez odp...w koncu odp., ze podaza z kolega do Mooga...bez namyslu wsiadlam w nocny i w 15minut stalam przed nim...nigdy go nie widzialam, ale od razu poznalam...zamurowalo Nas...i stalo sie: piwo, blant, taniec...jeden lokal, drugi lokal...pocalunki...moj sen na jego kolanach...i wszystko potoczylo sie samo.

Napisal:)
JUZ JESTES MYM REALNYM MOTYLEM...SLODKO MNIE ZACZAROWALAS...TWOJE TAJEMNICZE OBLICZE I CIEPLE CIALO...NIE OPUSZCZAJA MNIE...W CHMURACH POZOSTALEM...CALUJE
Szczesliwa jestem.

10.11.2009



Jestem w pracy/kompletnie rozkojarzona. Nie wiem co sie ze mna dzisiaj dzieje...wszystko mi z rak leci. Dziwne przesilenie w mojej glowie...jestem glodna ludzkiego ciala: przyspieszony oddech, wrazliwe piersi, przelykam nerwowo sline i gryze wargi...snie na jawie.
Zastanawiam sie czy chlopak z tatuazami do mnie wroci...czy spotkam sie z Ramonem...czy Pan OOO sie do mnie odezwie...czy opanuje zadze na silowni...Ufff...chyba wcale nie jest mi z tym latwo.
Z drugiej str. : odmawiam spotkania, a sex on-line zaczal mnie po prostu nudzic. Z wiekiem staje sie coraz bardziej kaprysna: wole przystac na masturbacji i snach, niz uprawiac sex z kims bez mocy odurzajacej:)

07.11.2009



Dzien troche gorszy...dano mi w pracy przymusowe wolne...ze wzgledu na moj stan zdrowotny. Nie wiem o co chodzi:krew mi z nosa leci, cisnienie mam zmarlego i doly pod oczami...pomimo tego, ze staram sie trzymac daleko od prochow, dostarczam witaminy i zakrywam piersi. Moze amnezja dotyczaca calego ubieglego tygodnia-ma cos wspolnego z moim samopoczuciem.
Stan jajeczkowania nie robi na mnie wiekszego wrazenia w tym miesiacu...moze czesciej sie pocieszam, ale zbywam wielbicieli...poza tym moje ostatnie znajomosci zawarte w stanie lotnym, przerazily mnie w stanie spoczynku :0
Jedyna osoba, z ktora chcialabym spedzic czas, jest to Pan OOO...niestety coraz mniej osiagalny:( Nie wiem co go tak blokuje...ale na pewno ma swoje powody. Zalezy mi na nim...na jego przyjazni...nic wiecej od niego nie oczekuje. Ogolnie nie powinnam nic oczekiwac, ale nad ta strona ludzka nie potrafie panowac.
Mialam isc dzisiaj po pracy do muzeum Maritim z mama Lucio...ale nici z planu...potrzebuje spokoju. Ostatnio spedzam z nia sporo czasu...przyjechala z Wloch ogarnac synka i gdy zobaczyla, ze sie z nim kumpluje (staram sie mu znalezc wspollokatorow, chce mu pomoc sprzedac bar) i planuje otworzyc z nim jakies chilinguito w przyszlym roku w Argentynie...rozczarowala sie, gdy oznajmilam jej, ze nigdy w zyciu nie zostane jej synowa. Pomimo tego: zywi mnie, ciagnie na spacery i w prezencie dostalam wymarzony czerwony dywan/lza mi sie zakrecila w oku.

Jason Mraz-Bella Luna...piekny utwor...pomaga mi marzyc...a tego nauczyl mnie Pan OOO...nigdy tak daleko nie posunelam sie w fantzji: zamykam oczy i lece w przestrzeni...lekka, spokojna, szczesliwa...prwdziwym Motylem Monarchy jestem...a gdzie Ty jestes?

26.10.2009



Gotan Project w glosnikach...chyba zrobie sobie kolejna kawe...lubie kawe...i powoli sie wykrwawie.
Wyplywa ze mnie cala skumulowana zlosc...czuje sie coraz lzejsza, silniejsza, lepsza...ogarnia mnie spokoj...nareszcie.

Moje zycie od paru dni nabiera sens...prawdopodobnie dlatego, ze wreszcie zdobylam sie na zamkniecie za soba drzwi...zaczynam rozumiec sens zycia, co jest naprawde istotne: pomagac innym i likwidowac zla energie...ale aby to wszystko czynic...musze dbac o siebie, rozwijac sie, ekspyrementowac...Wazne w zyciu sa emocje...umiejetnosc analizowania ich...a przede wszystkim:EMPATIA.
Mysle, jak pomoc Laurze...musi byc jakies rozwiazanie...jestesmy tak inne...boje sie popelnic blad w tak delikatnej sprawie...ale wierze, ze bedzie dobrze.
Martwie sie Lukaszem...ale nie chce wchodzic butami w jego zycie...wiem, ze ma swiadomosc, ze zycie bym za niego oddala...wiec na kazdym jego zakrecie staram sie zamieniac w gumowy plot.

Najchetniej zgolilabym glowe i wyjechala do Afryki pomagac biednym dzieciom...ale byloby to bardzo egoistyczne z mojej str...metr ode mnie...sa osoby, ktore potrzebuja pomocy.
Oczywiscie nie zamienilam sie w Matke Terese z Kalkuty...jestem czlowiekiem, ktory jak najbardziej potrzebuje uciech cielesnych...silnych emocji...na tym polega to ekspermentowanie i poznawanie! Relacje np. damsko-meskie, sa moja pasja...poznajesz czlowieka ze str. zwierzecej i duchowej...fantastyczna opcje nam dano:)

Dzien bardzo spokojny...odpoczywam...pisze sobie...rozmawiam z Asia, Lukaszem...odpisuje na wiadomosci na nk i facebooku...moj pierwszy dzien wolny w pracy.
Za chwileczke wezme sie za wysylanie cv, gdyz nie moge spoczac na laurach i czas najwyzszy rozpoczac analizowac rynek pl...Carla nie daje mi spokoju, poniewaz uwaza iz moja pomoc jest niezbedna by rozkrecic pewien interes...ktory, moze nam dac nie male pieniadze.

Pan OOO zaprosil mnie wieczorem na nic-nierobienie...ponoc szatan wtedy nie szaleje, tylko aktywnosc daje mu pole do popisu (Osho "creatividad")...o czym dobrze wie Alex...ktory, jest do mnie bardziej podobny...a ekspermentowanie, ma polegac glownie na poznawaniu innosci.

Ostatecznie Kaska przylatuje 1grudnia do8, a Marta prawdopodobnie ze 2dni wczesniej:) Strasznie sie ciesze...szkoda, ze nie bedzie Laury (z checia bym je zapoznala). Juz nie moge sie doczekac...Mikolaj bedzie zabojczy tego roku.
Dzwonila do mnie Gabi, ze przyleciala ze 2dni temu z Buenos Aires, a w czw. bedzie w Barcelonie i wbijaja sie z Mau do mnie na mate:) Nie wiadomo czy sie tu zatrzymaja, prawdopodobnie zamieszkaja w Madrydzie-przynajmniej bede miala kolejny powod by tam wreszcie pojechac!

Mila wiadomosc dostalam od Ani...ciezko mi jest uwierzyc, ze jest mezatka...w sumie nie wiem dlaczego. Chca do mnie przyleciec w marcu lub kwietniu-jak dla mnie bomba:weselej bedzie.
Myslalam, ze jako pierwsza z moich kolezanek wyjde za maz i bede miala dzieci...a teraz ciesze sie niezmiernie, ze tak sie nie stalo...zmienil mi sie kompletnie kat myslenia.

Ale jestem rozleniwiona...zero realizacji dzisiejszych planow...a co tam...nie musze zyc wedlug harmonogramu...juz dawno sie tak glupio nie poczulam: okazalo sie calkiem przypadkowo, ze podrywalam kolege swojego brata...nie majac o tym pojecia...Lukasz sie chyba troche zdziwil...tzn. mam wrazenie, ze bardziej dala mu do myslenia moja glupota...ale wstyd.

Dlaczego zloszcze sie na Pana OOO? Jestem nienormalna...znow wpadam jak sliwka w kompot...w ta swoja zawila siec zlych emocji...nie moze tak byc...nie moge oczekiwac wiecej od innych, niz od siebie samej!
JUSTYNKA IDZ SPAC

21.10.2009



Czy szczesliwa? Na pewno pijana, zmeczona po basenie i przed okresem...tzn. standardowo nieregularnie.
Dostalam prace...nic ciekawego: godz. zabojcze i malo platna, ale przynajmniej stala i powolutku wyjde z dlugow.
Wiem, ze dam rade...a jak stane na nogi...bede mogla podjac decyzje co chce nadal robic ze swoim zyciem!
Asia zaproponowala mi wczoraj, ze razem z Tomkiem kupia mi bilet powrotny, a mama z Aga caly czas nalegaja zebym wrocila...wiem, ze sie martwia o mnie, ale totalnie nie rozumieja o co chodzi: powrot na dzien dzisiejszy bylby dla mnie totalna porazka...spowodowalby u mnie jeszcze wieksza depresje, niz ta w ktorej tkwie. Natura ma-to ciagle wyzwanie...i nie ma mowy o wycofaniu sie...
Bedzie dobrze-wiem o tym.
...a Alex, Sergio i Tirso-pomagaja mi w tym:)

18.10.2009



Placze...nie moge rozmazac makijazu...za chwile mam probe w kolejnej pracy.
Byly to dla mnie 3ciezkie dni, ale moje lzy nie sa wynikiem bolu, ale glebokiego wzruszenia...wreszcie poczulam sie przydatna/pomocna/oparciem...napisala mi Laura meila, ze u niej w Bahia Blanca przezywajac kolejna tragedie rodzinna...nieodwracalna...po raz pierwszy jej rodzina czuje sie silniejsza...od braci, po mame, ciocie. Moja ulubiona ksiazka i dedykacje zamieszkaly w tamtejszym szpitalu i czytane sa przez cala jej rodzine. Laura twierdzi, ze Aniol nade mna czuwal w dniu kiedy jej ja podarowalam...tym bardziej, ze wiedziala, ze trudno mi sie z nia rozstac. Ta ksiazka pomaga im wszystkim zrozumiec sens tragedii: smierci...choroby pszychicznej...bolu. Sa mi bardzo wdzieczni i chca mnie poznac...
Nie moge przestac plakac...tak sie ciesze, ze komus pomoglam, ze moja egzystencja nie jest zmarnowanym ucielesnieniem duszy:)
Takie rzeczy sprawiaja, ze chce zyc!!!

15.09.2009



3lata w Barcelonie...rowne...dotknelam dna...bez 2zdan.
Michal wrocil...spotkal sie ze mna...chcialam sie z nim kochac...odrzucil mnie, gdyz zakochany w dziewczynie, ktora poznal on-line...ponizenie...poczulam sie jak gowno, nigdy w zyciu sie tak nie czulam i obiecalam sobie, ze jest to ostatni raz.
Morze wylanych lez...ostatnich...nigdy juz sobie na to nie pozwole-obiecuje-na tym sie konczy moja historia z Michalem.

14.10.2009



...wlasnie mialam rozmowe kwalifikacyjna w j.polskim, przez tel. na stanowisko Polish Inside Partner Manager...i totalnie wymieklam:0 Zdalam sobie sprawe, ze zacinam sie w jezyku ojczystym, a przy tym spocilam sie jak gabka...tym bardziej, ze glos z drugiej str. przypominal mi cholernie kolege Michala do ktorego zawsze mialam slabosc. Oczywiscie wypadlam fatalnie, ale i tak brak angielskiego dyskwalifikowal mnie totalnie. Facet powiedzial: ale jak to mozliwe, ze nie mowi Pani po angielsku? Zapadlam sie pod ziemie:( Wiem o tym, ze w koncu sie naucze, ale ile wstydu miedzyczasie sie najem...jestem totalnie beznadziejna.
Inna prace przy redakcji tekstow w j. polskim i wloskim mialam praktycznie pewna na 100%, a okazalo sie, ze konkurencja prawdopodobnie nie przecpala weekendu i byla sprytniejsza:(

Pieprzone PANINI...ze 150magnesow z kreskowki BEN10, zabraklo mi 7by zakonczyc kolekcje na lodowce:000 Jestem pewna, ze niektore numery w ogole nie zostale wyprodukowane/biedne dzieci i portfele rodzicow.
4dzien jem ryz z soczewica...tym razem dodalam troche keczupu by zmienilo smak...a jutro ryz z cebula-ale jazda!

Dlaczego siedze w tym gownie? Tak mnie Aga podsumowala...nie wiem-nie wiem dlaczego:( Moze dlatego, ze nie mam pracy i jestem sfrustrowana...wtedy rzeczy malo wazne nabieraja znaczenia i powoduja u mnie lek, smutek, bol...ale o co chodzi? Czy ja naprawde potrafie kochac?


13.10.2009



Swietnie!
Marta wyczaila tani bilet z Wrocka...Kaska kombinuje cos z Berlina...wierze, ze uda im sie przyjechac za 2tyg, a wtedy podbijemy Barcelone:))). Pamietam jak Marta byla u mnie 2lata temu jaka byla jazda...a teraz gdy jestem wolna jak ptak, az dreszcze mi przechodza gdy pomysle co sie bedzie dzialo!
Troche sie zdenerwowalam, jak Marta oznajmila mi, ze wpadla na mojego brata w sklepie i cos tam "swirowali"...ogarnela mnie dzika zazdrosc...chyba bym tego nie przezyla gdyby jakas moja kolezanka sie na niego pokusila:0

12.10.2009



aiiii nie wytrzymuje...ta maseczka z glinki mnie tak piecze i ciagnie...wydrapalabym sobie najchetniej twarz!

11.10.2009



No i wyjechala...lza mi sie zakrecila w oku:( Nie pamietam za wiele z nocy poza kolacja winna, barem tequilowym, dyskoteka kokainowa, tanczacym testesteronem...strzalem w twarz i placzem.
Nie wiem co sie dokladnie stalo...o co poszlo...czy to byla wina zatrutej krwi czy zazdrosci. Siedze przed kompem w totalnej amnezji i opuchnieta szczenka.
Dzwonil do mnie Alex i Juan (kolejny bumerangowy przedstawiciel)...nie odbieram...dobrze mi samej.
Dostalam wczoraj meila z dosc ciekawa propozycja pracy...ponoc nie mogli sie ze mna skontaktowac...w moim swiecie czasami nie ma telefonow, ani dzwonkow.

Jakie to smutne patrzec jak kolezanki cierpia za sprawa nieudanych zwiazkow...staram sie pomoc jak moge, ale jest to trudne...bol jest tak silny, ze wydaje sie niezniszczalny:( Poza tym mocno to przezywam, iz mam przed soba odbicie lustrzane...w dodatku wyrazniejsze, gdyz ukazuje sytuacje z innej perspektywy. Ciesze sie, ze jestem sama...a zwiaze sie z kims tylko wtedy, gdy bede pewna, ze wyzdrowialam z uzaleznienia.

10.10.2009



Wzruszylam sie piszac dedykacje Laurze...postanowilam dac jej w prezencie swoja ulubiona ksiazke...mam nadz., ze jej tez pomoze...przynajmniej ukruci 14godz. lot. Ciezko mi sie z nia rozstac, ale trzymanie jej na polce odbiera jej cala uzytecznosc. Dam jej tez sweterek, ktory sie jej tak bardzo podoba.
Jade do Laury bezposrednio po pracy na noc pozegnalna:) Zadko bywam ostatnio w domu...z reszta widac to po moich napuchnietych oczach.
Moze Alex, tez wpadnie.
Kolejna kolezanka leci do Argentyny, a ja nie moge jej towarzyszyc...szlag mnie trafia.
Napisal do mmie wlasnie Michal, ze u niego sprawy maja sie lepiej-cieszy mnie to niezmiernie:)))

09.10.2009



Ale jestem wypruta...nad ranem uprawialam sex z Diablem...niesamowite uczucie, a orgazm szatanski. Coraz bardziej panuje nad dualizacja ciala...kokaina tak bardzo je znieczula, ze dusza szaleje. Nie wierze w to co pisza w ksiazkach, ze narkotyki zamulaja rzeczywistosc...mam wrazenie, ze jest wrecz przeciwnie.
...a Alex jest wcieleniem Diabla: 27lat, wysoki, szczuply...jedno oko niebieskie, a drugie brazowe...tajemniczy, nerwowy i bardzo inteligentny.
Poza opuchnietym jezykiem i dlonmi...noc byla magiczna...gorzej jak po 2godz. snu musialam wstac do pracy. Red Bull stal sie dzis moim przyjacielem...w trakcie przerwy obiadowej mam rozmowe w sprawie pracy...dobrze byloby sie ogarnac.
Staram sie nie myslec o Alexie, ale mam ochote do niego zadz...jest dobrym materialem na przyjaciela...plynie w nas ta sama krew.

08.10.2009



Zawiesilam sie w czasie. Fakt, ze Rumun do mnie nie zadz. zdezorganizowal mi 3dni zycia :( Jestem w pracy i nic mi sie nie chce...mysle o tym, ze przetrwalam juz tydz. z 20centyma w portfelu i brakuje mi jeszce tygodnia (dobra jestem). Dzis moze wyskocze z Alexem na drinka...poznalismy sie ok. 4miesiecy temu w Moogu, gdy uratowal moj glod...drinkiem z MDMA :) Tym razem On jest na glodzie i czas sie odwdzieczyc. Mam naprawde ochote sie z nim zobaczyc...mam szczegolnie dobry kontakt z Wlochami.
Laura wyjezdza w ndz. do Argentyny, a 23przyjezdza Gabi (a to ja mialam do niej doleciec do Buenos Aires). Mysle, ze Laurze dobrze zrobi taki wyjazd...za duzo tu cpala, zdradzala i na mnie zle dzialala. Potrzebujemy od siebie odpoczac!

Michal wciaz w Polsce...chcac nie chcac: martwie sie o Niego...boje sie, ze sytuacja go przerosnie...mam nadz., ze bedzie na tyle silny by zrozumiec.
Zdalam sobie sprawe, ze tesknie za nim jak za bratem...nie za jego cialem, ale za jego dusza. Wsciekam sie na niego bezustannie, w wielu sprawach nie rozumiem, ale w gruncie rzeczy Kocham go i chce dla niego jak najlepiej...tak jak z Lukaszem.

Minionego lata dzielilam lozko z Carlosem, Krzyskiem, Enriquiem i Michalem...a ich niejednokrotnie laczyla ta sama posciel i dzien. Kazdego dazylam uczuciem i wielka sympatia! Nie zaluje niczego, nie czuje sie z tego powodu "brudna", dla kazdego bylam dobra i nie robilam zadnemu krzywdy. Sek w tym, ze zastanawiam sie czy to jest normalne...

06.10.2009



Niepokoj...to wlasnie czuje...dlaczego? Moze dlatego, ze z natury jestem szczera, a wczoraj zamiast wrocic do pracy po przerwie obiadowej...wybralam sie na randke z Cesarem...faceci sa moja najwieksza zguba bez 2zdan:0 Teraz musze wymyslac szefowej jakies dziwne historie...brakuje mi tylko tego, zebym stracila jedyne zrodlo utrzymania! Poza tym zjadlam wspollokatorce kawalek sera...kolejny nalog...gdybym wierzyla w reinkarnacje zwierzeca...bylabym kiedys mysza...musze sie jej przyznac-bo in. spokoju mi nie da. No i zastanawiam sie czy Rumun do mnie zadz....troche juz ochlonelam i moze lepiej by bylo gdyby nie zadz...po co mi sa takie silne emocje.

Rumun nie dzwoni...boli mnie glowa od wybielacza...ogloszenia pracy niezmienne...spcku mi sie chce a dopiero polowa dnia...

Nie zadzwonil...wiedzialam:-( musze skombinowac cos do picia.

05.10.2009



Nie moge sie skupic na pracy...cala sie trzese...mysle...nigdy w zyciu mi sie nie zdazylo, zeby czuc taka chemie do faceta. Jestem nienormalna-w 100% tego swiadoma. Nie mam pojecia jak ma na imie, wiem ze jest Rumunem (jestem do nich uprzedzona), ma 22lata i dziewczyne, slabo zbudowany, ale spojrzenie jak magnes i zabija calujac! Pociag fizyczny jest silniejszy niz strach (jak Rumunka sie o nas dowie-to mi noz w plecy wbije), rozsadek (wartosc jego samochodu podpowiada mi same klopoty), moralnosc (zazwyczaj sie nie biore za zajetych facetow).
Pojechalam wczoraj z El Pelado na grila...bylo strasznie duzo ludzi (przystojnych Argentynczykow, Francuzow i Wlochow)...wybawilam sie jak glupia...jako jedyna dziewczyna gralam z nimi w noge...spilam jednego do nieprzytomnosci:) Sebastian mnie upalil i wkrecilam sie w puszczanie muzy. Nawet byla jedna Polka-Ania, ktora poznalam tydz. temu i calkiem mi podpasowala. Gril odbywal sie na wynajetym terenie i obok nas grilowali Rumuni...az jeden z nich sie do nas dolaczyl, gdyz znal jednego z Argentynczykow. W jednej chwili wszyscy przestali istniec, nawet siedzacy kolo mnie El Pelado...zaczelam sie wgapiac w Rumuna...az go zamurowalo w trakcie rozmowy. Jak wszyscy zaczeli sie zbierac, uswiadomilam El Pelado, ze z nim nie jade...chyba sie dosc wkurwil...ale bylo mi to totlnie obojetne. Zagadal do mnie Rumun, ze chce mnie poznac z kolega, a ja na to, ze w dupie mam jego znajomych, ze chce jego...on na to, ze ma dziewczyne, ale jezyk mi do ust wsadzil. Zabralam sie z jego przyjacielem samochodem, aby nie bylo ewidentne, ze cos krece z Rumunem. Jechalismy jak wariaci, a ja zatracilam sie w zyczeniach przy cyganskiej muzyce i pelni ksiezyca. Jak ocknelam sie z transu-siedzialam palac szysze w lokalu. Mialam tez swojego aniola stroza, ktory odprowadzal i przyprowadzal z lazienki...a moze mnie pilnowal zebym nie uciekla. Powiedzialam Rumunowi, ze zle sie czuje i zeby mnie odwiozl do domu, a do wozu wpakowal nam sie jego kolega. Gdy mnie odwiozl...zostawil samochod na swiatlach, majac w dupie inne samochody: zjadl mnie na chodniku...niestety musial jechac po dziewczyne, ktora do niego wydzwaniala...ma jutro zadz, ale boje sie, ze tego nie zrobi, ze nie podobam mu sie tak bardzo jak On mi i umre z podniecenia:(
Dziewczyny w domu sa przerazone ta moja historia i nie chca zebym sie z nim spotkala, a mnie ogarnela obsesja lizania, gryzienia do krwi i gwaltu...nieodwracalna sytuacja.

03.10.2009



Dzien jak co dzien. Siedze chora, pijac ochydna kawe z automatu ogladajac dziennik w sali rekreacyjnej. Obiecalam Lucio, ze po pracy wstapie do baru...szczerze mowiac:waham sie...boje sie, ze wyciagnie mnie gdzies na impreze, a wtedy nabawie sie zapalenia pluc...choc gdyby El Pelado zadzwonil-to bym nie odmowila, ale nie zadzwonil.
Pomimo tego, ze wygladam okropnie-jajeczkuje, a to dziala na facetow jak lep na muchy/niesamowite. Moj ideal to: mezczyzna pewny siebie, wladczy, zdecydowany, opiekunczy (tacy wlasnie sie mna interesuja), a ja wybieram slabych dzieciakow, niezdecydowanych, z nalogami i problemami...na czym to polega? Dlaczego mnie ciagnie do gowna, choc wiem, ze to nie dla mnie??? Ufff...mam wyjatkowa zdolnosc komplikowania sobie zycia:(

...a jednak El Pelado przed chwila zadz. i chcial mnie porwac na noc...a ja mu odmowilam i powiedzialam zeby przyjechal po mnie jutro rano i pojedziemy na jego urodzinowego grila. Dlaczego nie spedze z nim nocy? Pewnie dlatego, ze jestem trzezwa a On za latwy, zdecydowany i bezposredni...gdyby pogral "debila" to moze bym na to poszla...chyba czas sie leczyc.

02.10.2009



Smutna, zla i chora.
Stanelam na glowie aby oplacic mieszkanie, ale niestety nie udalo sie...kolejne pozyczki...ja tego kurwa nigdy nie splace...mam juz wszystkiego dosc. Gdybym byla zawistna materialistka-to rozumiem: nalezaloby mi sie to! Ale ja nigdy taka nie bylam i nie mam zamiaru byc! Kurwa-nie radze juz sobie.
Podswiadomie mam zal do Michala...po co mnie pyta czy potrzebuje cos z Polski, jak mnie pozniej starannie podlicza co do grosza, znajac doskonale moja sytuacje...nie chodzi tu o kase, tylko o to, ze myslalam ze posiada On wieksza empatie wobec mnie...jezeli nie mial ochoty wydawac na mnie grosza(rozumiem, nie jestem jego dziewczyna, ani utrzymanka)-to trzeba bylo sobie darowac teksty w stylu: cos Ci pomoc...cos Ci przywiesc...Nie wiem, moze go zle oceniam...wiele tez dobrego dla mnie zrobil, ale tez i duzo krzywdy mi wyrzadzil...wiec jakos sie to wyrownalo.
Niewazne...i tak dam sobie rade sama...a jak z tego calego gowna wyjde-to bede niezniszczalna!
Zatem lza mi sie zakrecila w oku jak Asia zaproponowala, iz wysle mi paczke z kaszami itd...nie chodzi o te pieprzone kasze...tylko o to, ze uswiadomilam sobie, ze sa osoby, ktore kochaja mnie bezinteresownie....do takich nalezy rowniez Gosia, ktora pomimo tego, ze mialysmy "gorszy okres" oddalaby za mnie zycie.
Martwie sie-jak dalej ze mna bedzie...moje zycie zmienia sie co miesiac...ucze sie pokory, rezygnuje z przyjemnosci, jestem coraz slabsza...Mam wrazenie, ze ktos/cos probuje mi przekazac, ze nie jest to miejsce dla mnie, ani sposob na zycie:(a fakt, ze fizycznie podupadam jest pewnie czesciowo spowodowany przesileniem emocjonalnym.

A do takiego przesilenia nalezy i Michal, ktory mi przed chwila napisal, ze przeprasza za komplikacje z bankiem (doszlo mi mniej pieniedzy za telefon, niz mialo) i ze chce mi pomoc...i czy mi nie doslac kasy lub lekow....Standardowo wlaczyla mi sie hustawka emocjonalna...zaczelam sie czuc winna, ze zle go ocenilam, a pozniej sobie pomyslalam: przeciez On mnie dobrze zna i wie jaka bedzie moja odp.

01.10.2009



Sala rekreacyjna-jak dla dzieci, a ja tu jem swoja obrzydliwa soczewice z ryzem z pudelka i ogladam katalonski dziennik. Cale szczescie, ze troche lepiej sie czuje in. ciezko byloby mi to wszystko zniesc. Najlepiej bedzie jak sie z tad rusze i zrobie rundke na rowerze by przewietrzyc mozg. Te 3godzinne przerwy w pracy sa zabojcze...pozniej do wieczora trzeba sie meczyc!
Moze czas na kawe i cos slodkiego...oczy mi sie zamykaja.
Powinnam zwiazac sie ze sportowcem np. z Valentino Rossi lub Fernando Alonso...na pewno podtrzymywalabym odpowiedni poziom adrenaliny we krwi, pomimo tego ze nie sa w moim typie...nudzic sie z nimi nie byloby opcji:) Ciekawa perspektywa spedzic polowe zycia smigajac formula lub scigaczem...
Gdybym miala wybrac miedzy wielokrotnym orgazmem, a jazda na motorze-to nie mialabym watpliwosci: poczucie wolnosci, walka z wiatrem, szybkosc, adrenalina, niebezpieczenstwo...moglabym tak bez konca!!!

30.09.2009



Niestety nie dalam rady wybrac sie na szkolenie-cale szczescie, ze mam wyrozumiala szefowa i pracy nie stracilam. Musze sie wykurowac do jutra, plan jest taki: nie ruszam sie z lozka, nacpam sie wszystkich lekow mozliwych, wypoce, zdrowo zjem, wypije duzo wody i jutro bede jak nowa:)

...ale nudy: probuje zrozumiec cos z materialow szkoleniowych i naprawde ciezko mi to idzie...poza tym nawet nienajgorzej sie czuje...mam ochote na cos dobrego-to chyba dobry znak.
Zastanawiam sie dlaczego El Pelado do mnie nie dzw...w sumie nawet mnie to jakos nie rusza...choroba spowodowala u mnie totalna znieczulice emocjonalna.
Fajnie jest tak lezec w lozku, byc caly czas w sieci i miec swiadomosc, ze Asia jest obecna...chocby wirtualnie...daje mi to poczucie bezpieczenstwa.

29.09.2009



Chora jestem...cos tak przeczuwalam, nie ma wrzesnia, ani stycznia w moim zyciu, zebym sie nie rozlozyla:( Rzecz jasna nie spotkam dzis, ani jutro z El Pelado na kolacji, gdyz wygladam jak zaropiala zaba. Od czwartku zaczynam maraton na promocjach do 10.10...jedynie w ndz mam wolne i poza pelnia ksiezyca (rytualy) sa jego urodz...teorytycznie mielismy isc w sb na impreze...ale poki co to nie wiem jak mi sie dzisiaj uda wyjsc z domu, a umowilam sie z Elena, ze pojdziemy kupic Sarze prezent urodznowy...Gosia, tez ma urodz. 3osoby w jeden weekend? Delikatna przesada...kto by powiedzial, ze wagi mi podpasuja...
Dzis jestem myslami we Wroclawiu...za chwile odpale swieczke w waznej sprawie...pomimo tego, ze jest mi smutno, gdyz wydaje mi sie ze Michal nie traktuje mnie tak jak na to zasluguje...ale to juz odmienna historia, ktora nie ma nic do rzeczy. Poza tym najwyzszy czas przestac sie uzalac nad soba i zlapac byka za rogi.

Zastanawialam sie czy fakt, ze jestem chora moze oslabic moc moich zyczen, ale podbudowalam sie tym, ze dzis wtorek-wiec to moj dzien i dam rade skupic cala swoja energie!

Milosc bezinteresowna...taka czuje do brata, mamy i babci...chcialabym z calego serca czuc taka sama do swoich przyjaciol i wrogow.

...a jednak naprawde chora jestem:(zamiast po prezent-to wybralam sie do lozka...dobrze, ze dziewczyny wrocily z uczelni i sie mna zajely: Frenadol, miod, cytryna, kolderka, cieplo slowo i mile towarzystwo...jak w prawdziwym domu. Musze sie ogarnac...jutro mam obowiazkowe szkolenie in. strace promocje, ktora mi zapewni listopadowy wynajem:0

28.09.2009



aaaaaaaa Buenos Aires!!! Chce tam byc! Kiedy to sie stanie? Wiem, ze tam pojade...ale jestem juz zniecierpliwiona:( musze nauczyc sie czekac...szkoda, ze nie moge teraz wyjechac-trafilabym na lato: Mikolaj w kapielowkach, fantastyczni faceci z podniecajacym akcentem, znajomi, chaos, ludzie zyjacy emocjami, niebezpieczensto...ah.

Nie kumam: Dlaczego inni nie maja takiego problemu w znalezieniu pracy lub jej zmianie? Pieprzona karma:-/ Ide lepiej sie wyzyc na silowni.

Ale moj Brat czasami jest glupi, a czasami madry... Kocham go ponad zycie-ma 100% racji!!!
...a tak poza tym, musze koniecznie chodzic wieczorami na silownie...zapach testosteronu doprowadza mnie do szalu:)

27.09.2009



Wow co za dzien:))) Wczoraj oczywiscie przesadzilam z alkoholem, kokaina i dzis umieralam...gdyby nie fakt, ze Elena mnie obudzila-to bym nadal slodko spala i nie spotkala sie z El Pelado. Mialam strasznego kaca, ale jazda na motorze, piwko, mile towarzystwo, pocalunki i namietny dotyk-pomogla mi wypocic zlo i wprawic w obecny stan totalnej bezsennosci:)
Dobrze, ze El Pelado wyjezdza 7pazdziernika na pol roku do Argentyny...in.obawialabym sie o swoje zdrowie psychiczne...nie jestem jeszcze gotowa...musze najpierw sie pokochac i nauczyc sie nie dac obsesji uzaleznienia!
...mam nadz., ze ten tydz. bedzie owocny zawodowo, iz chcialabym beztrosko poswiecic sie uciechom cielesnym.

26.09.2009



Deja vu? Bar, coca-cola, obolaly obojczyk...nie wiem czy to kwestia tego, ze zle spalam (a nie dalam sie wyciagnac na impreze). Pomimo tego, czuje sie lepiej w porownaniu z wczorajszym dniem: tuz po prysznicu, ladnie pomalowana i pachnaca egipskim pizmem: Narcizo Rodriguez for her:).
Po pracy umowiona jestem z kolezanka, ktora cale wieki nie widzialam...a pozniej pewnie chcac nie chcac nie bede mogla dotrzymac slowa Gosi i Asi co do dragow.
Tak sobie wymyslilam, aby podbudowac budzet...zobacze ile czasu jestem w stanie wytrzymac bez jedzenia...pijac coca-cole, kawe, herbate i wode. Kupie sobie za to obcisla fioletowa bluzeczke, za 3euro, pod kolor makijazu:) Pomyslalam sobie, ze jezeli scielam na tak krotko wlosy-to moze wytrzymam do lata bez farbowania i wreszcie dowiem sie po 14latach jaki mam kolor wlosow.
4dni do konca miesiaca, a ja nadal nie mam na wynajem...jakos to bedzie...nie raz bylam w bardziej kryzysowej sytuacji!Ja nie dam rady?

Dzwonil do mnie Michal z Polski: stara sie sprzedac telefon i zalatwic mi inne sprawy...zaczynam miec wyrzuty sumienia, ze poprosilam go o pomoc...w koncu ma wazniejsze sprawy rodzinne na glowie...oddalabym zycie by mu pomoc-taka jest prawda.

Jutro spotkam sie z El Pelado, jezeli przestane sie pocic i do niego zadzwonie...dziwne emocje wywoluje u mnie ten czlowiek.

25.09.2009



Przerwa w pracy: boli mnie obojczyk...jeszcze 3godz. - jakos wytrzymam.
Wrozka stwierdzila, ze pod koniec wrzesnia dostane stala prace...jest 25 i co? Gowno.
Nie mam juz sil i pomyslu gdzie nadal szukac...moze zaczne wysylac cv po calym swiecie i tam gdzie sie cos trafi-wyjade. Troche szkoda kasy zainwestowanej w agencje mieszkaniowa i koszty zwiazane z wprowadzeniem sie, ale co tam...poza tym nic mnie tu nie trzyma.

Gdybym miala stala, dobra, satysfakcjonujaca, dochodowa prace i byla ciagle atrakcyjna i usmiechnieta- to i Michal by do mnie wrocil...co za utopijna wizja!
Nasze spotkani sprzed 4i pol roku nie mozna zaliczyc do milosci od pierwszego wejrzenia...zaimponowalam mu dojrzaloscia, niezaleznoscia, sila i determinacja...cechami, ktore On nie posiadal. Podczas naszego zwiazku, Michal byl moim wampirem energetycznym...uzaleznilam sie od niego...a moje zycie przestalo miec znaczenie. Wynikiem tego przestalam byc pozywna/atrakcyjna. Wydawalo mi sie, ze kochalabym go jako narkomana, smieciarza tak samo jako bogatego dziennikarza...ale chyba nie do konca tak jest, bo jako niezainteresowanego mna, zyjacego wlasnym zyciem Michala...nie potrafie tak samo.
Smutny wniosek mi sie nasuwa: caly czas trzeba uwazac, udawac, zachowywac pozory i grac by zatrzymac ku sobie kochana osobe:(

Pokora? O to Ci chodzi? Chciales zebym sie tego nauczyla? Wiec dosc-prosze-dosc, nauczylam sie....daj mi inne zadanie-to juz odrobilam! Pozbylam sie wszelkich ambicji...chcialabym tylko zarobic pare groszy by kupic sobie spokoj. Nie zalezy mi na dobrach materialnych, moge nawet zrezygnowac z kosmetykow!
Co ja bym teraz dala by znalezc sie na bezludnej wyspie w ramionach ukochanego i patrzec na wspolne dziecko jak bawi sie w piasku...

Wow! Co za przystojny ochroniarz i jaki mily...martwi sie zebym nie byla glodna w pracy. Pociaga mnie podniesiona brew i glebia spojrzenia...moze cos ukradne-to mnie ukarze na zapleczu:)

Tak czytam tego bloga i powaznie sie zastanawiam nad swoim stanem psychicznym...tym bardziej, ze rozmawiajac ze swoimi wspollokatorkami placze i sie smieje na przemian jak totalna wariatka.

24.09.2009


Nadal nie chce mi sie wyjsc z domu...moze powinnam sie z kims spotkac...nie mam juz co czytac:( Na dworze piekna pogoda,"La Merce" trwa, znajomi probuja sie ze mnna skontaktowac...poczekam, az Sara skonczy czyscic lazienki...wezme prysznic, ladnie sie pomaluje, ubiore i...:)

Orgazm, nowa fryzura i czekolada-sprawily, ze czuje sie znakomicie. Masturbujac sie pod prysznicem, wyobrazilam sobie piekna scene...moze kiedys przetworze mysli w obraz scienny lub urzeczywistnie:) W fali post-szczytowej wzielam nozyczki i zaczelam sie scinac...na szczescie uratowala mnie Sara z calkiem niezlym efektem. Wiec gotowa jestem zajac sie zabawa, a smutki zostawic na jutro!

No i bylo swietnie, gdyby nie moja kolezanka na glodzie, zostalabym dluzej. Z drugiej str. musze jutro wstac wczesnie do pracy. Poloze sie z rogalikiem na twarzy...bylam o krok transformacji Pana OOO w Oskara:) a moze 2orgazmy w ciagu dnia to nie grzech...

23.09.2009



...chyba sie troche lepiej czuje...zapytalam sie szefowej...czy nie uwaza, ze poltora roku pracy dla nich na promocjach to wystarczajaco duzo czasu by zajac sie ich organizacja...zaczela sie nad tym zastanawiac i stwierdzila, ze nadchodza Swieta i bedzie duzo pracy...ze pogada z centrala...bardzo bym chciala u nich pracowac.
Dzis ponownie wyslalam pelno cv...ciekawe czy to kiedys przyniesie jakies efekty...az taki kryzs?...moze przypisany mi pech.
Poki co powysylam jeszcze troche cv i moze wybiore sie na jakis koncert...dzis rozpoczela sie "La Merce", a jutro jest wolne, wiec bedzie wesolo.

Jednak nie chce mi sie nigdzie wychodzic, poza tym nie powinnam pic...in. po co sie leczyc. Moze jutro wyskocze na jakas ekspozycje lub koncercik w ramach "La Merce"...mam jeszcze 4 dni by sie zalapac, nie musze sie zmuszac...mam taka ochote pobyc w domu sama ze soba i zapomniec o wszystkim.

Nie moge zasnac. Skonczylam wreszcie czytac "Destino de las almas" i nie rozumiem:
jezeli kazdy czlowiek jest indywidualnoscia i posiada dusze jedyna w swoim rodzaju-to dlaczego jestesmy tak do siebie podobni?Obcujac ostatnio z Mackiem, bylam pod wrazeniem jego mimiki twarzy, gestykulacji, sposobu mowienia i reakcji-wypisz wymaluj Michal. Rozumiem, ze sa to zachowania nabyte i mozna "malpowac", ale przeciez Oni nie zyja razem!
Dusza przed scaleniem sie z cialem, przeprowadza z nim "rozmowe", a w przypadku niedopasowania sie, moze wybrac inne cialo-strasznie to przykre-a szczegolnie to, ze dusza jest niesmiertelna, a "inteligencja" ciala umiera:( Poza tym dobija mnie to, ze tylko czynienie dobra dla innych i poswiecanie sie, powoduje szybsze "zdanie egzaminu"- brzmi to tak ascetycznie:( Najgorsze z tego wszystkiego jest fakt, ze ludzie ktorych tak bardzo kochamy na ziemi-niekoniecznie sa naszymi duszmi najblizszymi poza swiatem ziemskim:(
Myslalam, ze narkotyki uczulaja nas na doznania "wyzsze", a najwyrazniej oddalaja nas od zrozumienia istoty egzystencji. Medytacja, joga i sen moga nam jedynie pomoc zwalczyc amnezje i poznac "prawde"...:000wiec pojde lepiej spac-bo mozg mi paruje.

22.09.2009



Chyba mam lekka depresje-nic mi sie nie chce-moze jedynie plakac.
Wracam od lekarza, okazalo sie, ze jednak mam zakazenie...i skad ja teraz wezme kase na leki?
Czekam na Michala...zapomnieli zabrac aparat. Powinnam sie wziac za sprzatanie i szukanie pracy, a najchetniej rzucilabym sie z balkonu. Dzwonil do mnie Juan, ze zaprasza mnie na obiad, gdyby nie fakt, ze nie mam zapisanego jego numeru...nie odebralabym.

Szczyt debilizmu: nastawic na gotowanie kolorowe pranie:0 Czasami zastanawiam sie nad swoim IQ.

Juz wiem dlaczego jestem taka rozdrazniona: szlag mnie trafia jak Michal mowi, ze mi cos zalatwi, a pozniej prosi zebym mu o tym przypomniala telefonem lub meilem. Czuje sie wtedy jak jedna z wielu narzucajacych sie sekretarek! Jezeli ma ochote zrobic mi przysluge...to niech zrobi...ja na pewno nie bede sie prosic jak jakas zdesperowana kretynka.
Dzwonila Laura...chce mnie zeswatac ze swoim ulubionym handlarzem, gdyz bardzo mu sie spodobalam...chyba naprawde na glowe upadla....cos mi sie wydaje, ze oczka jej sie zaswiecily na mysl darmowego towaru. Nie wiem czy niesprawiedliwie oceniam swoje otoczenie, ale jedno jest pewne: mam wszystkiego dosc!

Dokladnie tak jak pisze Asi: przekroczylam limit psychiczny. Moze lepiej poloze sie spac...nie wiem...chyba mi sie nie chce...nie mam juz sily dzis ryczec.
El Pelado nalega na spotkanie...jest to swietny facet: opiekunczy, starszy (38 lat), dojrzaly (swoje przezyl), nawet przystojny...a ja naprawde nie mam ochoty sie z nikim spotykac, ani gadac...najchetniej zaszylabym sie na bezludnej wyspie, a najlepiej: zgasila lampke!

21.09.2009



Wczoraj nie pisalam...nawet o tym nie myslalam, gdyz strasznie bylam zamotana i zajeta. Raczej nie przesadzilam w sobote...fakt: dobrze byloby troche ograniczyc srodki odurzajace. Poza tym moje cpajace towarzystwo staje sie powoli nudne. Wrocilam oczywiscie nad ranem. Gdy zasypialam, mialam wrazenie, ze dusza opuszcza me cialo-zle cialo. Ledwo wstalam i zaczelam przygotowywac obiad dla Macka. Zjedlismy, wypilam troche za duzo "clar" i wybralismy sie na spacer. Bylo naprawde milo, pomimo fatalnej pogody i deszczu. Ostatecznie wyladowalismy w "La Ovieja Negra" i wypilismy 2dzbany Sangrii...pod koniec pomogl nam Michal, ktory do nas dojechal po pracy. No i pod humorkiem wrocilam do domu.
Teraz jade samochodem z Michalem i Mackiem na wycieczke do Girony i Vigo. Troche mam wyrzuty sumienia, poniewaz jest poniedzialek i powinnam zajc sie szukaniem pracy, a nie zwiedzaniem. Wyciagneli mnie dosc z zaskoczenia, nie mialam czasu wejsc pod prysznic, a co dopiero sie zastanowic czy mam w ogole ochote. Postanowilam dac Michalowi telefon, by go sprzedal w Polsce, poniewaz tam bardziej sie oplaca i dzieki temu moze starczy mi na wynajem.
Jakie mam samopoczucie? Calkiem dobre-czuje potrzebe mocnej kawy...a Michal? Jakos mam do niego podejscie malo emocjonalne...chyba zaczynam go traktowac jak kolege...prawie na rowni z jego bratem.
A tak z innej beczki: chce nauczyc sie zyc sama dla siebie-nie nudzic sie w swoim towarzystwie. Nie nadawac takiego znaczenia facetom w swoim zyciu. Fajnie by bylo gdyby moje decyzje i postanowienia wynikaly z moich prawdziwych pragnien.

19.09.2009



Bylam wczoraj z dziewczyna w bardzo fajnej knajpce-natanczylam sie jak glupia:)
Faceci nie przestana mnie zadziwiac:
Wczoraj dzwonil Carlos i poinformowal mnie, ze wyjezdza do Zaragozy...opowiadal, ze bedzie za mna tesknic, ze bardzo milo spedzil ze mna czas-po tym jak potraktowalam go jak psa.
Dzis rano przyjechal do mnie Michal z deczka nawalony. Spedzilismy milo poranek-po tym jak (wg. jego miemania) "obrazilam" go na blogu.

W porze obiadowej bylismy z Michalem i Mackiem w "La Bufala" na calkiem smacznej pizzy:)
Czas do pracy-nie mam pojecia jak bede pracowac z tak ogromnym brzuchem i "clara" w zylach-chce mi sie spacku.
Jutro zaprosilam Macka na obiad i moze wybierzemy sie gdzies na spacer...
Ogolnie mam dobry humor, pomimo tego, ze moja sytuacja finansowa jest coraz bardziej tragiczna. Na cale szczescie nie opuszcza mnie dobre przeczucie.

I po pracy. Okazalo sie, ze El Pelado chcial po mnie jutro przyjechac na motorze:) i zabrac na grila...niestety musialam odmowic/Maciek. Mam nadz., ze niebawem sie wszystko pouklada i bede mogla spokojnie spedzic milo czas z El Pelado.
Poki co jestem mega-zmeczona, ale obiecalam Lucio, ze wpadne na jego urodz. Wiec wroce do domu, zjem kolacje, wypije piwko, przebiore sie, poodpowiadam na wiadomosci z facebooka i w droge do baru. Nie moge przegiac in. bede jutro nieprzytomna.

18.09.2009



Wrzesien najpopularniejszym miesiacem na popelnienie samobojstwa? Wierze, wierze.
Caly swiat jest smutny i zdolowany, a ja po nocach nie moge spac przez swoja sytuacje finansowa. Poza tym zaczynam sie cos nie za dobrze czuc: gardlo pobolewa:(
Jak ja dzisiaj bede pracowac w taka pogode...stoisko mam na dworze.

Zerwalam sie wczesniej z pracy...mam nadz., ze nikt nie zauwazy, in. strace jedyne zrodlo dochodow.
Jestem dzisiaj niesamowicie podirytowana-wszystko wyprowadza mnie z rownowagi:000
Dzw. Michal by zapytac sie czy nie spotkalabym sie z jego bratem...w pierwszej chwili odmowilam, gdyz bylam wkurwiona samym faktem, ze do mnie dzwoni. Po jakims czasie przemyslalam propozycje i stwierdzilam, ze brat niczemu nie jest winien. Niestety gdy sie zdecydowalam oddzwonic do Michala, okazalo sie, ze Maciek nie wzial komorki i poszedl sam w miasto.
Laura, tez dziala na mnie jak plachta na byka...mam juz dosc sluchania jej idiotycznych dylematow zwiazanych z 20letnim kochankiem i krycia jej przed Diego...w koncu Diego sie kapnie i przy okazji mnie tez zabije-w sumie zrobi mi przysluge.
Mam juz wszystkiego dosc, a szczegolnie braku kasy.
Dowiedzialam sie w tej mojej madrej ksiazce, ktorej nie moge skonczyc, ze moje terazniejsze zycie jest karma za poprzednie wcielenia-musilam byc niezla suka lub skurwielem. Na pewno bylam suka w niedalekiej przeszlosci: jako nastolatka wobec swojej rodziny i pare lat temu dla Wojtka. Teraz zycie odplaca mi sie z nawiazka.
Nie moge sie patrzec na te otaczajace mnie geby w metrze:0

17.09.2009



...mialam isc do ginekologa, a tu okres...przerejestrowano mnie na wtorek...mam nadz., ze sie nic zlego ze mna nie dzieje.
Nikt do mnie nie dzw., a wczoraj rozdalam naprawde znaczna ilosc cv.
W nagrode, w nocy totalna extaza: kolorowe drzewka...przytulny chodnik...ciekawa gazeta...smieszni ludzie z materacami na glowie...i slodka zemsta na Carlosie.
Kasiu, to chyba Ty do mnie esa napisalas...tak mi sie wydaje...kto inny by do mnie z Niemiec pisal...nie odp.-gdyz rowniez na debecie jade, a poza tym-Ty startowalas, a ja juz lecialam:)
Mam nadz., ze niebawem sie spotkamy i nagadamy...ciekawa jestem Olafka...w koncu byl wazna postacia w moim zyciu przez pewien okres czasu...i ciekawe czy Panki dalej tak smiesznie wyglada.
Czas zbierac sie do pracy.

Ogolnie mam pecha...La Maquinista...dalej nie mogli mnie wyslac:-/
Ciekawe czy Igor faktycznie przeczytal mojego bloga...jest moim najwiekszym Autorytetem. Gdy sobie go wyobrazam, przed oczami mam postac Wiedzmina, a pewnie jest zwyklym czlowiekiem, lecz o anielskiej cierpliwosci.

Przerwa-troche nielegalna, ale co tam...krgoslup mnie boli i mam okres, wiec na pocieszenie zafundowalam sobie uczte: frytki i super kanapka wegetarianska.
Promuje Lacoste Challange (Lukaszowi polki nie starczy na perfumy) i mam do czynienia tylko z meska klientela-co mnie niezmiernie cieszy, gdyz najlepszymi sa klientami: nie marudza, nie wybrzydzaja i sa o wiele milsi, niz kobiety.
Niestety spalilam calkowicie akcje...czarowal mnie fajny chlopak, a ja, poniewaz strasznie mi sie spodobal: zachowywalam sie jak nie ja:(moze jutro wroci i bede miala szanse zaprezentowac sie z dobrej strony).

Obecnosc w nocy Pana Dupka Carlosa i narkotyki we krwi spowodowaly, ze padam na pysk:(
Doszlam do wniosku, ze poligamia powinna byc totalnie zalegalizowana w naszym spoleczenstwie, lub tak bardzo nie potepiana. Moze i Michal byl mi wierny cielesnie, ale nie czulam prawdziwej wiezi emocjonalnej...zatem Wojtek pewnie nie raz dal sie poniesc instynktom, ale fakt, iz czulam sie przy nim bezpiecznie, kochana i najwazniejsza- dawalo mi pelnie szczescia.
Nie mam zadnych zachamowan w rozkladaniu nog jak mam tylko na to ochote, jest to dla mnie czysta przyjemnosc fizyczna. Zatem kochac sie lub pieprzyc z kochana osoba-nalezy do innej bajki:)

Wlaczam facebooka, a tu El Pelado pisze:
niestety nie moglem przyjsc na Tw. parapetowe, bylem juz umowiony...teraz zyje w Barcelonie i moge do Cb wpasc jak tylko bedziesz miala na to ochote...wzniesc toast szampanem za Tw. nowy domek...ciekawe czy znajdziesz dla mnie chwilke...caluje mocno
????¿¿¿ Jak ja chce...to Oni nie chca, a jak mi juz jest to obojetne, to Wszyscy nagle sobie o mnie przypominaja:0 Czy nie moze byc normalnie?

16.09.2009



Polowa miesiaca minela...szybko...a moj Brat stoi w miejscu. Co bym mogla zrobic, aby dodac mu troche energii...prawda jest taka, ze nie moge byc nawet dla niego przykladem, chyba malo kto jest tak zagubiony i niezorganizowany jak ja.
Lukasz jest niesamowita postacia w moim zyciu...jest dla mnie najwazniejszy...nie wiem czy zawsze sie tak odczuwa wiezi braterskie, ale kocham go bezgranicznie i glupio: oddalabym za niego wszystko i wybaczylabym mu najokrutniejsza zbrodnie.
W sumie totalnie nielogiczne jest to wszystko, poniewaz gdy sie urodzil, przestalam istniec dla swoich rodzicow. Powinnam byc zazdrosna, a ja zawsze go ze soba ciagnelam, pomimo 8letniej roznicy wieku...byl swiadkiem rzeczy, ktore na pewno nie byly na jego wiek.
I nadal go tak traktuje...jako mlodszego brata, ale rowniez przyjaciela...niesamowitym doswiadczeniem byly jego odwiedziny w czewcu:)
Wszystkie moje kolezanki i moi byli faceci nie potrafili zrozumiec dlaczego go tak traktuje...tak ulgowo...i tak go idealizuje...a ja wiem dlaczego, poniewaz jest to fantastyczny czlowiek-tyle, ze troche zagubiony.
A propos rodzenstwa...przyjezdza dzis brat Michala...z checia bym sie z nim spotkala, ale wiem, ze jet to bez sensu, gdyz nie tylko Michal dziala na mnie toksycznie, ale rowniez jego rodzina:(
Lezac wczoraj w lozku i zwijajac sie z bolu (nie wiem czy to przez to, ze okres mam dostac, czy przez nadmierna ilosc zjedzonych brokol) myslalam o Michale, o tym jak inni bylismy w zwiazku: Michal zyl przeszloscia...nie docenial terazniejszosci, a ja zylam przszloscia i nie skupialam sie na terazniejszosci. Nie bylo to dobre rozwiazanie...tyle, ze moja przyszlosc nalezala do niego, a jego przeszlosc nie. Teraz jestesmy kwita: naleze do jego przeszlosci, a On nie nalezy do mojej przyszlosci.

Nie wierze!!! Alessio:0 jeszcze przystojniejszy, niz kiedykolwiek-ideal mezczyzny, a jak spojrzalam na jego date urodzin to mnie zamurowalo: 24.01.1980-urodzil sie w tym samym dniu co Michal. Pamietam go sprzed 14lat...jak wozil mnie na motorze...chyba sie we mnie podkochiwal, a ja zakochana bylam na smierc w Massimiliano.
Ufff...zaczynam sie uzalezniac od facebooka, a bylam kiedys jego przeciwniczka.
Massimiliano rowniez sie pojawil:) Zareczony i szczesliwy. Byl moja pierwsza najwieksza miloscia...oddalam mu sie w wieku 13lat...kochalam go zabojczo-mame bym sprzedala.
Nigdy w zyciu nie poznalabym go na ulicy...ludzie w przeciagu 14lat zmieniaja sie niesamowicie. Wow-to byly czasy...tak dalekie i inne...w ogole zdalam sobie sprawe, ze moje zycie to tak roznorodne puzzle:)

15.09.2009



Czy mozna obudzic sie zlym? Mozna, szczegolnie po tym jak spedzilam cala noc przewracajac sie jak kotlet na patelni, ktory wcale nie chce by go usmazono i ma ataki dusznosc oraz placzu.
Nie chodzi o to, ze lato sie skonczylo i szaro za oknami (i tak w swoim pokoju nie mam pojecia jaka jest pogoda, ani czy jest dzien czy noc), ze nie mam sie w nocy do kogo przytulic, ze boje sie zajrzec na swoj stan konta w banku...tylko sa to te cholerne hormony!!! Dalabym czasami wszystko, zeby byc mezczyzna...zycie byloby takie proste.

Swietnie! Na koncie -40 euro, dluzna jestem prawie 3500 euro...nie mam pojecia czy styknie mi na wynajem, a na pewno nie bede w stanie oddac 200euro kolezance, o ktore mnie tak bardzo prosila.
Nigdy nie mialam w zyciu takiej sytuacji finansowej...no moze 4lata temu, gdy nie wiedzialam z kad wziac kase na studia, ale chyba niekoniecznie teraz chcialabym wracac do tego myslami.
Czy mam zal do rodzicow, ze mi nigdy nie pomogli? Raczej nie...dobrze jest tak dostac po dupie od najmlodszych lat...calkiem twarda sztuka teraz jestem.
Zawsze moglabym sprzedac telefon, ktory doszedl pol godz.temu, ale jak na niego patrze,byszcza mi sie oczka i czuje sie jak Gollum wykrzykujacy: moj skarb, moj skarb!
Dluzej tego napiecia nie wytrzymam...ide sie wyzyc na silowni, a pozniej na setna rozmowe kwalifikacyjna:0

Ponownie staje przed dylematem: isc na latwizne? Zarobic szybko pieniadze, ktore pozwolilyby mi wyjechac do Argentyny na bardzo dlugi czas...
Wcale nie szukam takich rozwiazan...dzialam na nie jak lep na muchy...a jezeli przekrocze tym razem granice swojej przyzwoitosci...juz kiedys malo brakowalo, czy teraz wiek i doswiadczenie obronia mnie przed zlem? Nie wiem, zastanowie sie powaznie...czas na kawe.

ASIUNIA: lepsze to niz sprzedawanie swoich jajeczek...
ale to nie sposob...to rzecz, ktorej nie zapomnisz do konca zycia.... pamietaj o tym
bedziesz patrzec na swoja corke i bedziesz o tym myslec...

Jak zawsze ma racje-poslucham sie jej. Kocham Cie za to, iz jestes moim sumieniem...ta czescia brakujaca.

14.09.2009



Rok szkolny sie rozpoczal...nie ciazko nie zauwazyc: dziewczyn nie ma (chyba jestem mezczyzna w tej rodzine-niestety bezrobotnym), a widok i halas z balkonu jest dla mnie wstrzasajacy: 1000bachorow jak jakies mrowki, lataja w kolko, przeskakuja sie i piszcza tak mocno, ze mam ochote sie rzucic z tego 3pietra:0
Bardzo zle spalam...snilo mi sie, ze stawiano mi tarota, a w nocy budzilam sie czesto i czulam obecnosc...jednak to nie kwestia mieszkania, to cos jest ze mna zawsze i wszedzie...mam nadzieje, ze to moj aniol.
Poniedzialek...od poltora roku wyglada tak samo: przewijanie setek ofert pracy i zamartwianie sie brakiem stalej pracy. Poczekam, az jajka sie ugotuja, dopije kawe i do roboty! Cale szczescie, ze mam dobre przeczucie, mam wrazenie ze w tym miesiacu sie uda:)

Dawno takiej ulewy nie widzialam...przynajmniej bachory przestaly latac. Gdybym wiedziala, to darowalabym sobie wczorajsze mycie okien.

Troche jestem uziemiona...mam ochote isc na silownie, ale nie moge poniewaz czekam na kuriera z moja nowa Nokia 5800...od jutrzejszej wyplaty (nie mam zielonego pojecia ile mi zaplaca) zalezyc bedzie, czy bede zmuszona ja sprzedac by przezyc.

Ponownie przenioslam sie do innej czasoprzestrzeni...Pan OOO...fascynujacy...czyzby to On odwiedzal mnie noca? Jest taki nienamacalny...skomplikowany...intrygujacy. Nie moge sie od niego oderwac, choc wiem, ze to irracjonalne...powinnam sie skupic na rzeczywistosci, ale po co...tak mi dobrze.
Wgryzajac sie od tylu w moja szyje...trzymajac mnie za piers jedna reka, a druga dotykajac mnie miedzy nogami...podarowalam mu Orgazm.

13.09.2009



...wlasnie Asia poprawia mi bledy stylistyczne...jak dobrze miec prywatnego redaktora! Bardzo milo mi sie zrobilo, gdy powiedziala, ze moj blog jest dla niej lepszy, niz najlepsza ksiazka, ze smiala sie i plakala na przemian:)

Moj dom-bo tak wreszcie moge rzec-to taka prawdziwa rodzina. Z Elena tworzymy idealne malzenstwo, a Sara jest nasza jedyna corka. Gdy przy porannej kawie dowiedzialam sie od Eleny, ze Sara wrocila o 6rano z imprezy, postanowilam przesunac godzinowo porzadki domowe, by jej nie obudzic.

Szczyt inteligencji? Wykrecic stol ze sciany, poniewaz zabieral za duzo miejsca w salonie, poprzestawiac wszystkie meble i zdac sobie sprawe, ze jest mniej miejsca, niz wczesniej:-0
Przynajmniej troche gimnastyki, zapomnialam kompletnie, ze mialam isc na silownie, ale zapobiegawczo (zakwasy) wyskocze do Pakistanczyka po piwko.

Pijana jestem-czy o co chodzi? Szarpia mna emocje...niesamowity niepokoj ogarnia mnie. Bardzo dobrze wiem dlaczego: Najbardziej znaczaca na swiecie dla mnie osoba, skrytykowala mojego bloga: moze nie kazdy sobie zyczy zeby o nim pisano! Mam nadzieje, ze zmieni zdanie...

Godzinami rozmawiam z Panem OOO, niesamowite...mam wrazenie przenoszenia sie do innej czasoprzestrzeni...ratunku...naprawde nic nie bralam.
Dlaczego rozmawiamy o motylach, wariactwie, innosci, wampirach, batmanie? Nie moglibysmy rozmawiac o sprawach bardziej przyziemnych? Chyba nie-na tym polega wyjatkowosc naszej znajomosci...Czuje sie jak w transie, chyba czas sie przewietrzyc...

Ide spac:) ze swiadomoscia, ze nigdy nie bylam, ani nie jestem uzalezniona od dragow...w ogole jakiekolwiek uzaleznienie jest przerazajace.

12.09.2009



Dobrze, ze nikt nie zastrzegl sobie praw autorskich...na stosie, tez nie zostane spalona....jedynie moja dusza bedzie musiala odpowiadac przed Sadem Ostatecznym...

-"-
a tak konczac juz ten moj wywod i monolog (bo mi sie juz nie miescilo w telefonie)
to chcialem, zebys wiedziala, ze nie pisalem, bo poczulem sie biednym, zranionym misiem (na pewno tak to wlasnie odebralas:)
ale pisalem po to, bo bylo mi cholernie przykro, ze Ty sie tak czujesz: zraniona i oszukana.
moja w tym wina tez jest, bo moze powienienem dac Ci spokoj raz na zawsze, ale po prostu jestes jedna z najblizszych mi na tym swiecie osob ( a sama najlepiej wiesz, ze niewiele ich mam), bardzo droga memu sercu i nie potrafie tak zupelnie nie myslec o Tobie albo Cie zapomniec.

i zupelnie szczerze, bardzo fajnie piszesz tego bloga.
glupio sie to troche czyta, bo wiele tam o mnie i o nas i czuje sie nagi, niekoniecznie szczesliwy ze poruszasz tematy tak prywatne i piszesz o nich wprost, z imionami wlaczenie, ale...
styl jest bardzo, bardzo poczytny!
naprawde w paru miejscach sie usmichnalem.
pisz dalej.

caluje (bez podtekstow) i naprawde,
pozostaje w wiekszym dystansie
ja
-"-

Z wiekszym dystansem? Nasunela mi sie mysl:
"Zycie przede mna otworem staje
gdy smutek i cierpienie bliskich
gdzies w tyle zostaje"

Wstalam wczesniej, poniewaz mialam sobie przygotowac obiad do pudelka i pojechac do pracy na rowerze. Niestety meta Diagonal Mar wydala mi sie za ambitna jak na sobotni poranek.
Jade wiec metrem, obiadu tez nie przygotowalam...bede dzis glodowac:-( Zdazylam tylko wyprasowac koszule, nawet sie nie pomalowalam.
Mysle o Kuzynce...o tym, ze wrocila juz do Wrocka z Libanu (tyle czasu tam siedziala).Ciekawe czy juz teskni za tym Swoim...czy stresuje sie studiami i brakiem kasy...czy kupila mi kredke do oczu o ktorej tak bardzo marze, a Arabki tylko posiadaja:-0
Moja Aga...taka do mnie podobna: agresywna, pretensjonalna, arogancka, szczera, uczuciowa, namietna Dziewczynka.

Przerwa:) Leze sobie na plazy ok. Forum. Lubie ta plaze, ze szczegolnoscia pobliskie "chiringuito"-gdzie puszczaja calkiem fajna muze.

W ogole nie jestem glodna.

Latwiej byloby mi pisac tego bloga po wlosku (nigdy nie bylam dobra z j.polskiego), ale robie to z wygody: gdy znajomi ciekawi beda mojego zycia, powiem im: kliknji sobie na linka:) i bede miala z glowy dlugie wywody.

Gadalam wczoraj z Carla na temat facetow...no i prawie poplakalysmy sie ze smiechu, gdy opowiadalam jej o Enricu: moglabym sie z nim dalej spotykac...przebolalabym 2dzieci i katalonskie sknerstwo, ale ciezko byloby mi z nim uprawiac sex na serio: by doszedl musialam mu drapac sutki, a pozniej sciskac i przekrecac z calej sily (ciezko bylo mi je znalezc miedzy buszem wlosow:).
Faceci to dziwne stworzenia...np. Krzysiek-kochal sie ze mna jakbym byla z porcelany, ale takiej naprawde kruchej...jak go poznalam, wyobrazalam sobie, ze to wulkan sexu-w koncu kreci sie na tej glowie i wytrzymalosc fizyczna posiada; Juan za to-tak jak i Pytajnik, gadal jak katarynka...geba mu sie nie zamykala, nawet jak mu jezyk do buzi wkladalam.
Nie mowiac juz o tych facetach , dla ktorych szczytem rozkoszy jest palec w d.... (nie twierdze, ze nie miesci sie to w moim spisie tresci, tyle ze nie uwazam to za "danie glowne"), dlaczego tak od razu nie poprosza o zestaw wasow i nie tylko?
Wcale nie jest latwo o dobry sex...choc, jak sie taki trafi, staje sie moja kokaina.

Gosiu, wcale nie uwazam, iz fakt ze prowadze grzeszne zycie jest wynikiem mojej depresji...sadze, ze zycie to szereg etapow, czasami do nich wracamy, co nie znaczy ze sie cofamy...nigdy nie jest tak samo: chcac nie chcac ewoluujemy...przynajmniej w moim przypadku.

Wciaz na plazy. Troche mi sie w glowie kreci, nie moge dalej czytac...moze sie wykapie? Zrobilabym to, ale za to bede pozniej w pracy cierpiec...a co mi tam...poplywam sobie.

Faaaantastycznym uczuciem jest plywac bez stanika, zawsze mnie do tego przekonywala Carolina...czemu nie odpowiada na meila?...2miesiace jak wrocila do Madrydu, a dla mnie jakby minal rok:( Tak bardzo chcialabym ja odwiedzic...mam nadzieje, ze juz nie cierpi-nie zasluguje na to!

Zmeczona, wyczerpana, wkurwiona i glodna-wracam do domu. Raczej nigdzie dzisiaj nie wyjde, chyba ze ktos zaprosi mnie na gramika.
Poza tym, jest sobota i zostala mi jeszcze czarna swieczka...cholerny rytual.

11.09.2009



...smutna dzis data...jedna z nielicznych, ktore pamietam:-(
Poza tym 4kawa, a godz. dopiero 14.
Wprowadzam w zycie on-line notatki z przed 2dni.
Nie pojechalam przez to do Carlii, a mam dzien wolny...ogolnie jest swieto.

Napisalam wczoraj esa Michalowi, takiego milego...a on nawet nie odp. Kolega? Szkoda slow.
Przez chwile myslalam, iz fakt, ze spotkalismy sie przypadkowo w tak duzym miescie jak Barcelona w ndz. rano na afterze i wrocilismy razem do domu...to przeznaczenie...no i troche w tym prawdy jest: los sprawil, ze przekonalam sie definitywnie o beznadziejnosci naszych relacji...to nie milosc sprawila, ze kolejny raz sie ze soba przespalismy, tylko nadmiernosc kokainy i alkoholu w mojej krwi, a u niego plemnikow w jadrach. Nie dostrzegam zadnych korzysci w utrzymywaniu z nim kontaktow.

Mialam wczoraj isc na impreze z moimi cpajacymi znajomymi, ale postanowilam zostac w domu i porozmawiac z Panem OOO...niestety, nie bylo go:(
Troche rozczarowana zorganizowalam wieczor filmowy: "Kobiety pragna bardziej"...ogolnie trafilam w 10...pomimo, ze gusta naszej domowej 3, roznia sie znacznie.

Dostalam esa z przeprosinami od Carlosa...po prawie 2miesiacach. Niesamowita jest natura facetow...wracaja jak bumerangi-jak tylko ich zaswedzi.

Nie rozumiem: dlaczego Gosia sie przeze mnie poplakala? Zabila ja bezsilnosc? Problem w tym, ze jestem z nia za bardzo szczera...Kocham ja jak siostre i nie owijam w bawelne...nie myslac czasami, ze kazdy posiada inna skale wrazliwosci. Przepraszam:-(
Juz wszystko jasne...martwi sie o mnie, ze zyje zamknieta w swoim swiecie, ze zasluguje na szczescie, ale sama sie przed nim bronie...
Duzo w tym prawdy-czas sie nad tym powaznie zastanowic.

Wlasnie byla u mnie Carla...wypilam piwko i pokazalam jej mieszkanko...zastanawiajacy jest fakt, ze powiedziala mi praktycznie to samo co Gosia i wiele innych osob, czyli ze zyje jak chomik w klatce...tracac sily na beznadziejna karuzele.

Chyba nadszedl ten dzien: miarka sie przebrala...wreszcie uwierzylam w swa sile, atrakcyjnosc i inteligencje, czas zamknac za soba dzwi na klodke!!!

10.09.2009



Uff... zmeczona i spozniona siedze w autobusie 65 i zastanawiam sie czy dojade na czas do pracy.
z zalozenia mialam pisac wiecej o Michale...podobno zwiedza teraz pd. Hiszpanie z francuskojezyczna kolezanka. Mysl, ze spia razem w luksusowych hotelach, powoduje we mnie: bezsilny usmiech. Nie wiem dlaczego, ale nawet nie jestem zazdrosna.
Zastanawiam sie czy o mnie mysli-ja mysle o nim czesto i tesknie. Tesknie za jego popieprzona i skomplikowana osobowoscia, bo w sumie za czym wiecej? Mysle i nie moge wymyslec.

2sniadanie: biala czekolada i coca cola w parku. Biala czekolada wcale nie musi byc droga zeby byla dobra, nie to co czarna.

Proznosc?
Uwielbiam gdy ludzie zatrzymuja sie na ulicy pod wrazeniem moich oczu. Mam nadzieje, ze widza to co ja gdy patrze w lustro: emanujaca miloscia, lekiem, sprzecznosciami dusze.
Gdy przeprowadzam wizualizacje swojego spojrzenia przesladuje mnie obraz morza...chyba tam dzis wroce...moze spotkam Straznika:)

Probuje sobie przetlumaczyc, ze slowa Michala skierowane do mnie:
"Kocham Cie i ciagle bedziesz w moim sercu"
"Tw. oczy sa najpiekniejszymi jakie kiedykolwiek widzialem"
"Sex z Tb. jest najpelniejszy-najlepiej mi z Tb."
sa takiej samej wagi jak np. slowa skierowane do innych kobiet:
"Tw. oczy powinny lamac meskie dusze, gdyz moja zlamaly"
"Te deseo mucho Mi Amor"
"Mozliwe, ze bylas jedyna prawdziwa miloscia mojego zycia, ale niestety nie potrafilem tego docenic"
Uswiadomic sobie probuje, ze wcale wyjatkowa dla niego nie jestem, ze wlasnie na tym polega jego sila razenia: na mocy slowa.
Po co to robi? W sumie nie potepiam go...kazdy lubi sie dowartosciowac-najwyrazniej lubi kolekcjonowac zlamane serca.

No i jade nad morze:)))
Pan z autobusu usmiechna sie do mnie i rzekl: "Hoy tambien vamos a la playa¿?"-uroczo mily.

Ciekawe: kolezanka z pracy wlasnie wyssala ze mnie zla energie...

Popsikalam sie Flower By Kenzo: niestety ten fantastycznie pudrowy zapach przywoluje we mnie smutek i zal jaki czulam bedac sama w Lloret de Mar ok. 2lata temu...tak jak anyzowy zapach Hypnose Lancoma, ktory przypomina mi bol, chorobe fizyczna i psychiczna z przed roku, gdy Michal szukal odpowiednich slow by odejsc:(
Za to zapach DKNY Women sprawia, ze czuje sie szczesliwa...zawsze ten cytrusowy zapach kojarzyl mi sie z odswiezaczem do kibla, ale odkad zawrocil w glowie 2zabojczo przystojnym Argentynczykom w noc wigilijna w ubieglym roku, powoduje u mnie gesia skorke...
Heh-gdyby mama wiedziala jak niechrzesciansko spedzilam ta noc:) Nalezalo mi sie, po tym jak wylalam morze lez i wylam z tesknoty do rodziny, przyjaciol i Michala! Czulam sie taka samotna:(

Morze zapiera mi dech w piersiach...1000mysli przechodzi mi przez glowe...tak bardzo bym chciala zeby teraz byla przy mnie Asia, zebym mogla sie z Martynka bawic w piasku...pewna jestem, ze Martynka podobna bedzie do mamy: Piekna Cyganeczka lamiaca meskie serca.
Niesamowita wiez z Asia czuje, a jej dziecko pokochalam juz przed narodzinami. Jestem pewna, ze nasza przyjazn bedzie trwac do grobowej deski, niezaleznie od km, ktore beda nas dzielic.

Ponownie znalazlam sie w "Chiringuito"...Sraznika nie ma, ale moja proznosc nie pozostala niazaspokojona: podprowadzilam pilke grupce grajacym w noge chlopakom...nie chcieli mnie juz puscic.

Wracajac do domu autobusem przysiadl sie do mnie chlopczyk...wpatrywal sie we mnie jak w obrazek...staralam sie patrzec za okno...ale spokoju mi nie dawal: dopytywal sie...chcial mnie pocalowac...
Mial 17lat, a ja prawie uleglam...

09.09.2009


Idealny dzien by zaczac pisac. Kawiarenka? Nie, poczekam lepiej na morze...
Czas wrocic do pracy...choc Pani w bluzce w motylki calkiem inspirujaco wyglada.

Stojac z lydkami zamoczonymi do polowy w morzu, zakonczylam swoje starannie przygotowane dzien wczesniej "tortellini" z pudelka. A to wszystko poniewaz zaatakowaly mnie osy i tak poczulam sie najbezpieczniej.
Jest piekna pogoda, a ja mecze sie wcisnieta w stroj dosc biurowy, ale glupio mi sie rozebrac, gdyz stringi mam minimalne, choc prawie nikogo na plazy nie ma.
Uwielbiam morze, ale kontrast odglosu startujacych samolotow za moimi plecami i szumu fal, zaczyna dzialac na mnie irytujaco.
Pierwszy raz jestem na plazy w El Prat i raczej predko tu nie wroce.

Zaczynam sie zastanawiac czy mam obsesje na punkcie mezczyzn: wlasnie przeszedl oszalamiajacy brunet brzegiem morza, a w drodze zwrocilam uwage na wcielenie aniola jezdzace koparka:).

Ciekawe czy sie opale...czuje sie bardzo sexy kontemplujac swoje czerwone paznokcie.

Dzis rano pozbylam sie amuletu szczescia-wywalilam go do kubla na smieci w lazience, a nosilam go na nodze juz prawie od pol roku...stwierdzilam: Jebac szczescie!
Mialam pisac o wczorajszym rytuale w Dniu Barana, o San Expedito, o Michale, o Panie OOO, ale nadejdzie jeszcze czas...

Zasnelam...postanowilam isc na kawe z lodem do pobliskiego "Chiringuito", a tam 2Panow ze Strazy Granicznej usiadlo stolik na przeciw. Czarnooki brunet w zielonym mundurze patrzac na mnie znaczaco i usmiechajac sie uroczo: przywital sie, a ja totalnie zglupialam, przeprosilam i ucieklam...a w drodze powrotnej do pracy zastanawialam sie nad smakiem jego skory.